Tablica ogłoszeniowa

SPAM pozostawiamy w zakładce "Dezerterzy". Z innych miejsc będzie usuwany.
~*~
Zapraszam do zapoznania się z zakładką "Akta", gdzie znajdziecie wszystkie części dotąd opublikowanych opowiadań, a także do zakładki "Mapy", gdzie odnajdziecie coś na temat miejsc, gdzie rozgrywa się akcja opowiadań.
~*~
Czytasz? Skomentuj! To naprawdę pomoże mnie i mojej pracy.

piątek, 13 marca 2015

Nietykalny I.IV

Czytam - komentuję.
Jeśli wpadłeś tutaj choć na chwilę, przeczytaj. A jeśli już coś przeczytałeś - skomentuj. Piszę dla siebie, ale miło wiedzieć, że ktoś czeka na to lub po prostu się z tym krótko zapoznał.

~*~

IV

Honor
Trzeci stopień Żołnierza. Ci, którzy wybitnymi czynami zasłużyli sobie na zwrócenie uwagi Władczyń, noszą swoje imię z dumą i wyniosłością, stanowiąc wzór dla innych, młodszych od siebie stopniem i doświadczeniem Żołnierzy. Wysoce poważani w społeczeństwie, stanowią element doradczy Władczyń.

Aby stać się Honorowym potrzeba bardzo, bardzo wiele. Przeżycie wielu bitew i dokonanie wielkich czynów nie zawsze tu wystarcza, bowiem Honor musi odznaczać się już czymś więcej. Czymś, co zwróci uwagę samych Władczyń na tyle, by łaskawie zgodziły się wynieść członka Straży nieco wyżej niż jego pobratymców w statusie.
Honorowym też wcale nie jest łatwo być. To prestiż i zaszczyt stać na tym poziomie i od tych Żołnierzy wymaga się bardzo, bardzo wiele. Ale wiele też im się pozwala. Ich słowo może niemal stanowić prawo, a na pewno stanowi je, gdy dochodzi do krótkich, niewiele znaczących dla innych konfliktów.
Tak, jak ten mój...
Siedziałem cicho pod ścianą przy wejściu do mniejszego salonu, rozglądając się po tylnym korytarzu. Kilku Żołnierzy stało wraz z kobietami nieopodal, wskazując na mnie palcami i szepcząc coś cicho do siebie. Kilka sług przemykało się tu i tam, rzucając mi płochliwe spojrzenie. No i przede wszystkim inni nietykalni, przechodząc szybko do swoich obowiązków, posyłali mi pełne współczucia i bólu spojrzenia.
Wiedziałem, że mam kłopoty, nie wiedziałem tylko do końca dlaczego. Zaczynało się już ściemniać i Dezerter zapalał w ogrodzie lampy, które zazwyczaj ja gasiłem co rano. Niedługo Rygor zebrałby nas, dał jedzenie i wykopał do kwater, gdzie spalibyśmy krótkim, niespokojnym snem.
Tak bardzo chciało mi się spać...
Czułem się osłabiony, zarówno po porannych katuszach, jak i po niedawnej walce z kotem. Gdy Łach mnie opatrywała, słyszałem jak mówi, że straciłem dużo krwi i powinienem dziś już nie wychodzić. Jednak niecałą godzinę po incydencie z siennika zdarł mnie Dryl, prowadząc tutaj i rozkazując twardym głosem czekać pod drzwiami. Nie dałem rady długo ustać w miejscu, zsunąłem się po ścianie, znacząc biały tynk krwawymi śladami ze swoich pleców.
Dochodziły do mnie jakieś głosy, niczym szepty z oddali, niezrozumiałe i tajemnicze. Oczy co chwilę zachodziły mi mgłą, którą starałem się rozwiać, przecierając powieki lub wstrząsając głową jak niespokojny koń.
Chciałem, by już mnie ukarali. By Dryl lub Rygor dali mi kilka batów, skopali kilka razy i kazali wracać do kwater. Chciałem już odpocząć.
- Wstań.
Uniosłem nieco oczy i podniosłem się chwiejnie, posłusznie stając przy Drylu. Żołnierz nie miał zachwyconej miny i wcale nie spodziewałem się, że będzie ją miał. Złapał mnie za ramię i wprowadził do mniejszego salonu, gdzie ku mojemu zdziwieniu znajdowało się zaskakująco dużo wysoko postawionych osób.
Przy płonącym kominku, na wyściełanych jedwabiem sofach siedziały trzy Władczynie, Wiedza, Doktryna i Idea, nasze najjaśniejsze Panie. Za plecami Pierwszej i Drugiej stali ich ochroniarze, Patrol i Kord, obaj posyłający mi nieco nienawistne, pełne złości spojrzenie. Rozpoznałem także Wiarusa, stojącego do reszty plecami, wpatrzonego w płomienie w kominku, nucącego coś cicho pod nosem. Oprócz nich wszystkich w salonie znajdował się także Brawura, wściekły jak nigdy oraz jego ojciec, Zawista, z równie niezachęcającym humorem.
- Więc to on? – Pierwsza z Władczyń zaciekawiona spojrzała w moją stronę. – Nie wygląda na zdolnego do walki z kotem.
- Och, błagam! – Wiarus parsknął śmiechem. – Rankiem został obity do nieprzytomności, a potem mocno pokiereszowany, sam nie wyglądałbym lepiej po czymś takim... pani.
- Ty rzadko wyglądasz dobrze, Wiarus – odparła królowa.
Mimowolnie uśmiechnąłem się lekko, zaraz jednak spuściłem głowę, przypominając sobie, w jakiej sytuacji się znajduję.
- Jak dla mnie nie ma tutaj żadnego problemu. – Zawista włączył się do rozmowy. – To tylko nietykalny.
- A ja widzę tu powód do rozmowy, Zawista – burknął już całkowicie innym, zimnym i zdystansowanym tonem Wiarus. – Twój syn zachował się jak szczeniak, punkt pierwszy. Punkt drugi, ten nietykalny ocalił życie Władczyni.
- To tylko nietykalny! – zaparł się Zawista.
- Dość. – Pierwsza Władczyni uniosła w górę swoją dłoń, kończąc tym samym rozmowę między mężczyznami. – Te argumenty już padły, przypominam wam obu.
Wiarus wzruszył ramionami i z powrotem spojrzał na tańczące w kominku płomienie. Powoli zaczynałem widzieć go podwójnie, powoli też nogi same zaczęły się przede mną uginać.
- Co teraz? – odezwała się nieco niepewnie Idea.
- Teraz powinniśmy wszyscy iść spać – zauważyła Doktryna, wstając ze swojego miejsca. – Jutro nietykalny odbierze swoją karę za atak na Korda oraz za bezczelność wobec Idei.
- I to wszystko, najjaśniejsza pani? – zapytał Wiarus, wyjątkowo sykliwie akcentując tytuł kobiety. – Dostanie karę?
- A co jeszcze? – zdziwiła się Doktryna.
- Gdyby nie on, zbieralibyśmy Ideę z kocich zębów, bawiąc się w pierdolone trójwymiarowe puzzle...
- Wiarus! – skarciła go Wiedza.
- Zaprzecz, jeśli kłamię – podjudził ją.
- Tam był także Kord – zauważyła usłużnie Doktryna.
Wiarus parsknął śmiechem i wyciągnął pojednawczo dłoń w górę, rzucając spokojne spojrzenie ku ochroniarzowi Drugiej, który zjeżył się momentalnie.
- Z całym szacunkiem, najjaśniejsza pani, ale Kord nawet nie wiedział, co się wokoło dzieje. Widziałem to.
- Jego reakcja... – próbowała nadal Doktryna.
- Nie zdążyłby zareagować! – uniósł się Wiarus. – A nawet jeśli, to nie zareagował, bo zrobił to on. – Żołnierz wskazał na mnie. – I czy tego chcecie, czy nie, Idea zawdzięcza życie niewolnikowi, nietykalnemu!
- Wiarus, siejesz zamęt – zauważyła spokojnie Wiedza. – Jak zwykle zresztą. Ten temat nie podlega już dyskusji, nasze zdanie zostało przedstawione. Nietykalny zostanie ukarany.
Wiarus mruknął coś cicho, ale nie sprowokował kolejnej kłótni. Władczyni poczekała jeszcze chwilę, lecz nikt inny nie śmiał się odezwać.
- Dobranoc wszystkim – zaanonsowała Pierwsza i wstała, wraz z Doktryną wychodząc z salonu.
Za swoimi Władczyniami wyszli także Kord i Patrol, a zaraz za nimi pokój opuścił Zawista z synem. Idea, nieco speszona, rozejrzała się wokoło – w pomieszczeniu zostałem tylko ja, ona oraz stojący przy kominku Wiarus.
- Tylko mi nie mów, że ich popierasz, Id – westchnął Wiarus.
- Nie – zaprzeczyła cicho.
Zdziwiłem się nieco. W czasie wszystkich rozmów i kłótni Wiarus wydawał się być niesamowicie bezpośredni wobec każdej z Władczyń. I choć wyrażał swoje zdanie jasno i dosadnie, starał się zachowywać chociaż pozory dystansu obywatela – władcy. Teraz, pozostając w pomieszczeniu z Ideą, role jakby się odwróciły. To Idea wydawała się być niepewna, a Wiarus – władczy i niemalże ojcowski.
- Chyba powinnaś coś zrobić – burknął.
- Ja? – zdziwiła się.
- Idea.
- Ale... to tylko...
- Idea!
Dziewczyna zamilkła natychmiast i spuściła głowę. W końcu zacisnęła pięści i wstała ze swojego miejsca, podchodząc do mnie.
- Dziękuję za uratowanie mi życia – wydusiła z siebie. – Czy coś...
Nim zdążyłem zareagować, odwróciła się i wyszła szybko z salonu. Nie wiedziałem, czy upływ krwi, rany i zmęczenie siadły mi na mózg, ale wydawało mi się właśnie, że pierwszy raz w życiu usłyszałem coś miłego od pełnoprawnego obywatela.
- Co tak stoisz? – Moje rozmyślania przerwał Wiarus, podchodząc do mnie i stukając mnie palcem w czoło. – Wracaj do kwater. Dryl! – Do salonu wszedł wzywany Żołnierz. – Odprowadź go. Jutro, gdy dostanie karę, opatrzysz go i pozostawisz w kwaterze. Żadnej pracy. Zrozumiane?
- Tak, Mistrzu.
Dryl złapał mnie już kolejny raz tego dnia za ramię i zaprowadził do kwater. Gałgan i Dezerter kładli się spać i wyczekująco wpatrywali się we mnie, ja jednak nie miałem sił niczego im tłumaczyć.
Ledwo ułożyłem głowę na sienniku, zasnąłem.


CzytamKomentuje

CzytamKomentuje

Obserwatorzy

...

...